Rosjanie śpiewają po polsku

W Swietłogorsku (obwód kaliningradzki Federacji Rosyjskiej) odbył się XII Międzynarodowy Festiwal Pieśni Patriotycznej i Żołnierskiej z udziałem 14 wykonawców (zespołów i solistów). Język polski brzmiał tam szczególnie często i głośno, gdyż podstawowym warunkiem uczestnictwa w festiwalu jest zaśpiewanie utworów po polsku i rosyjsku. Wszyscy śpiewali więc w obu językach. Polskę reprezentowały grupy wokalno-muzyczne złożone z mieszkańców Warszawy, Płońska, Pabianic, Łodzi i Olsztyna. Ich trzon stanowił chór „Spadkobiercy” pod egidą Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej oraz grupa muzyczna z Łodzi.Festiwal rozpoczął się tradycyjnie: od wciągnięcia na maszt flag i odśpiewaniu hymnów obu państw oraz od przemówień powitalnych ze strony gospodarzy i gości (ten zaszczyt przypadł m.in. piszącemu tą relację).
Potem odbyły się wielogodzinne przesłuchania w gościnnych progach Sanatorium „Jantarnyj Biereg”, który od kilku lat przyjmuje uczestników festiwalu. Międzynarodowemu jury przewodniczyła Olga Wiediszczewa, członkami byli: Galina Mizina i Wacław Hojszyk. Grand Prix zdobył Chór Ludowy „Wiktoria” z Domu Kultury w Czkałowsku pod dyrekcją Olgi Potapowej. Chór ten brawurowo zaśpiewał po polsku „Katiuszę”. Pierwsze miejsce wśród zespołów przypadło starszej grupie Estradowego Studia Wokalnego „Zwuki Muzyki” (Dźwięki Muzyki) z Kaliningradu. Po polsku zaśpiewali pięknie „Pokolenie” zespołu Kombi. Drugie miejsce zajął Dziecięcy Zespół Wokalny „Skazka” (Bajka) z Czkałowska pod kierownictwem wspomnianej Olgi Potapowej. On też zdobył specjalny puchar Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego w Olsztynie za najlepsze wykonanie po polsku piosenki „Europa wspólny ląd, jesteśmy wszyscy stąd” (piękny, choć mało znany utwór współczesny). Trzecie miejsce przypadło średniej grupie Studia „Zwuki Muzyki” (instruktor Natalia Fiedorenko). W tej klasyfikacji nasi „Spadkobiercy” pod kierunkiem Rolanda Dubowskiego zajęli szóste miejsce.
Wśród solistów i duetów poszło nam lepiej. Czwarte miejsce zdobył Sławomir Zakrzewski z Warszawy (m.in. po rosyjsku zaśpiewał „Uralską jarzębinę”, a po polsku „O mój rozmarynie”), natomiast piąte – pabianicki duet Adam Śmiech i Zbigniew Sekulski z własnym akompaniamentem gitary i harmonijki ustnej. Pięknie wykonali m.in. po polsku „Wizję szyldwacha”, a po rosyjsku „Na pole tanki grochotali” (W polu czołgi grzechotały), za co dostali specjalny puchar dowódcy Floty Bałtyckiej. Ogromne brawa zebrali też w koncercie laureatów, wykonując tą pieśń w towarzystwie zdobywczyń zespołowego 1. Miejsca. Dziewczęta ze „Zwuk Muzyki” występowały w mundurkach nawiązujących do kobiecego 46. Gwardyjskiego Pułku Nocnego Lotnictwa Bombowego Armii Czerwonej „Nocne Wiedźmy” wyzwalającego m.in. Warszawę.
W kategorii solistów 1. miejsce zajęła Elizawieta Czerkasowa z Kaliningradu, która po polsku zaśpiewała żołnierską piosenkę „Kalina malina w lesie rozkwitała”, drugie – Anna Anisimowa z Kaliningradu, a trzecie – Zosia Urbanowicz z Centrum Kultury i Rekreacji „Parus” w Sowiecku, kierowanego przez Tatianę Gruszko. Zosia dostała od nas gromkie brawa za „Sen o Warszawie” Niemena, a na pamiątkę biało-czerwone kotyliony. Kilka słów komentarza. Zespoły rosyjskie biją nas pod wieloma względami – zwłaszcza muzycznym i estradowym. Widać, że muzyka i śpiew zajmuje wiele miejsca w tamtejszej edukacji szkolnej i pozaszkolnej. Na dodatek chce im się jeszcze zajmować kulturą polską! A widzieć i słyszeć, jak Rosjanie czysto śpiewają po polsku, to przeżycie niesamowite. Zapamiętajcie nazwiska rosyjskich instruktorek, którym chce się wyszukiwać nasz repertuar. My wrażenie robimy raczej swoją postawą i doborem tekstów, np. tym razem rzadko wykonywaną (także podczas poprzednich edycji festiwalu) rosyjską pieśnią marszową „Pożegnanie Słowianki”, na melodię znaną u nas do słów „Rozszumiały się wierzby płaczące” albo wspomnianą pieśnią o czołgistach.
Trzeba zaznaczyć, że festiwal jest inicjatywą czysto pozarządową: ze strony polskiej jest to Zarząd Wojewódzki Związku Żołnierzy Wojska Polskiego, a z rosyjskiej – Regionalna Organizacja Społeczna „Kaliningrad- Świnoujście-Olsztyn”, której przewodniczy kpt. I rangi Władimir Raszewski. Już sama nazwa tej organizacji mówi, że mamy tam szczerze oddanych przyjaciół, którzy od czterech lat kontynuują festiwal sami, bo rosyjskie władze poszły w ślad za naszymi i traktują tą unikatową imprezę po macoszemu. Z powodu zlikwidowania bezwizowego małego ruchu granicznego i – w rewanżu – wzrostu cen wiz rosyjskich, nie ma chętnych na wyjazd. Na dodatek cztery lata temu nasi zaściankowi „patrioci” storpedowali inicjatywę rozgrywania festiwalu na przemian w Rosji i w Polsce, czyli w województwie warmińsko-mazurskim. Tym samym ograniczyli wpływ polskiej kultury na Rosjan, choć od dawna mamy umowę o wieloletniej przygranicznej współpracy – w tym roku minęła jej kolejna rocznica.
Pomoc ze strony ZŻWP jest niewielka, bo emerycka organizacja boryka się z brakiem funduszy. Dlatego udział polskich wykonawców w festiwalu jest coraz skromniejszy i przypadkowy. Mimo to jeździmy tam co roku, uczestniczymy w jury i bawimy się wspólnie przy ognisku, propagując polskie słowo i obyczaje. Nikt nam tam brzydkiego gestu nie pokazał, wręcz spotykamy się z uznaniem i wyrazami sympatii nie tylko od miejscowych, ale od ludzi z całej Federacji, bo Swietłogorsk to znany kurort w Rosji. Wyjeżdżamy zawsze pełni pozytywnych wrażeń, ufni słowom piosenki wykonywanej przez „Skazkę”: …My Europejczycy, po co nam granice… Wszak hasłem festiwalu jest „Muzykoj jediny” (Muzyką złączeni).

Tekst i zdjęcia Jerzy Pantak ze strony www.mediagroupinfo.pl